2 listopada 2015

Targi Książki w Krakowie - Day 2

Drugi dzień targów był o wiele lepszy. Pewnie to dlatego, że byłyśmy wyspane. Wstałyśmy jakoś o 6:30, a po 9 wyruszyłyśmy na targi i o 10 byłyśmy na miejscu. Pójście na tą godzinę było dobrą decyzję! Nie było aż tyle ludzi, co ostatnio, można było normalnie przejść między stoiskami. W końcu dostałam się do „Naszej Księgarni”. Miałam nadzieję, że będzie Adrian w bardzo dużej promocji, ale niestety było tylko parę złotych taniej. Poszłyśmy także do „otwartego”. Wzięłam jedną książkę (którą przedstawię w bookhaulu) i zastanawiałam się nad jeszcze jedną. Podeszła do mnie dziewczyna, która tam pracowała (chyba) i zaczyna polecać mi tytuły. Pyta się mnie czy czytałam „Fangirl” mówię, że znam, czytałam i mam, potem poleca mi którąś z książek Colleen Hoover (nie pamiętam już którą) i mówię, że też czytałam. W końcu stwierdziła, że jestem fanką „moondrive”. No i ma racje. Nawet później z Pauliną liczyłyśmy ile ich książek przeczytałam. Wyszło 19.

Jednym ze stoisk, które bardzo chciałam zobaczyć było „DC Comics”. Jestem ogromną fanką serialu „Arrow” i „Flash”. Bardzo, bardzo chciałam wziąć do ręki komiksy, na podstawie których powstały. W sobotę byłam załamana, bo nigdzie ich nie widziałam. Szukałam dosłownie wszędzie. W końcu w niedzielę znalazłam!! Od razu podleciałam do stoiska i wzięłam w swoje ręce komiks Arrow. Poniżej macie parę zdjęć. Szkoda tylko, że nie było kartonowego Arrow.















Połaziłyśmy jeszcze po „Wiśle”, kupiłyśmy parę książek i poszłyśmy do hali „Dunaj”. Jakoś na niej nie znalazłam wielu stoisk, które by mnie interesowały. Np. taki UMCS widzę codziennie, więc jak tylko zobaczyłam to stoisko to zwiałam stamtąd! Było tam także parę wydawnictw z książeczkami i grami dla dzieci, skąd wzięłam naklejki dla mojej siostrzenicy (i dla siebie).
Jednym z najlepszych momentów na tragach było robienie zdjęć w budce na lubimy czytać. Najlepsze było to, że było to za darmo! Za każdym razem jak patrzę na moje i Pauliny zdjęcia to się uśmiecham! Na jednym wyglądam jak psychopata, lub seryjny morderca, a na jednym ledwo stoję, bo tak się śmiałam. Między zdjęciami jest parę sekund na ustawienie się. I niby stałyśmy na każdym tak samo, to miałyśmy różne akcesoria. Pierwsze jest halloweenowe. Paulina ma czapkę czarownicy, a ja dyni. Na drugim ja mam uszka myszki, a Paulina kokardę. Na 3 założyłyśmy okulary, a na ostatnim Paulina ma jakiś słomiany kapelusz, a ja maskę. Boże co to było z tą maską! Założyłam ją, ale tak, że cała moja grzywka była na moich oczach i nic nie widziałam. Musiałam to poprawić zanim czas się skończy i cały czas się śmiałam, a koleżanka (której imię powtórzyłam już milion razy) odliczała mi czas. Myślałam, że się tam ze śmiechu posikam. Wiem, że może to nie było mega śmieszne, ale dla mnie to było takie.

Przed 13 poszłyśmy przed pokój (czy co to tam było), gdzie miała się odbyć wymiana książek. Co najlepsze miała się zacząć o 14, a już po woli się kolejka kształtowała. Zostawiłyśmy Milenę (drugą koleżankę, która z nami była), z naszymi rzeczami i wzięłyśmy tylko książki (ja miałam „Hera moja miłość” i „Nefilim”), które chciałyśmy oddać i telefony i ustawiłyśmy się w kolejce. Jej kształt i miejsce zmieniało się chyba z 10 razy, co nie było takie złe, bo za każdym razem, byłyśmy coraz bliżej wejścia. W końcu weszłyśmy chyba jako 10. Paulina poszła na jeden stół ja na drugi. Oczywiście ona zebrała za pierwszym razem z 5 książek, ja ani jednej. Widziałam tyle cudownych książek na rękach innych. I jeszcze ludzie mi dosłownie sprzed nosa zabierali książki. Kto pierwszy ten lepszy. Co najlepsze śledziłam jedną dziewczynę, która miała „obcą” na rękach i w końcu się jej zapytałam czy ją planuje ją odłożyć, ale niestety nie chciała. W końcu miałam w rękach „Klątwę Tygrysa”, „Elitę” i „Mam twój telefon”. Zastanawiałam się, którą z nich odłożyć i mówię do Pauliny, że chyba odłożę „Klątwę”, a jakaś dziewczyna mówi, że jest ona bardzo fajna i mi poleca, a ja mówię, że wiem, bo ją czytałam i dlatego chyba ją odłożę. Potem poszłam jeszcze szukałam innych i nagle przychodzi do mnie ta dziewczyna z 1 i 2 częścią klątwy. Jeśli to czytasz (w co wątpię) to bardzo dziękuję Ci za to! Odłożyłam pierwszą część (bo już ją trzymałam), a drugą dałam Paulinie. Nagle na rękach mamy jakiejś dziewczyny widzę „miasto popiołów” i „miasto szkła”. No normalnie myślałam, ze się tam popłaczę!! Dusze bym oddała za te książki. Próbowałam dowiedzieć się, która z latających wokół stołów dziewczyn jest jej córką i w końcu ją znalazłam i pytam się czy się zamieni ze mną, na coś co trzymałam w rękach, ale niestety nie chciała. I zaczęła się moja depresja! Stanęłam przy wejściu, by widzieć, co ludzie wnoszą i widzę, że idzie dziewczyna, która kładła książki na stole i trzyma „Talizman” Kinga, ja lecę za nią o mało, co się nie zabije i zabieram tą książkę. Oczywiście nigdzie nie widziałam Pauliny, więc drę się na cały pokój: „Paulinaaaaaaaaaaaa”. Ta się patrzy na mnie, a ja jej pokazuję, co zdobyłam. Oczywiście była bardzo zadowolona z tego. A ja ciągle łaziłam załamana. Nagle widzę, że jedna dziewczyna ma na rękach „miasto kości”. Pytam się jej, czy nie chciałaby, którejś z książek, które ja mam za to. A ona, że klątwę. Ja oczywiście nie zastanawiałam się nawet przez chwilę, tylko dałam jej tygrysy, a ona mi daje pierwszą część darów. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam skakać z radości. Jeśli ktoś z was to widział to wiedzcie, że to byłam ja! Wyszłyśmy stamtąd z wielkim bólem serca, bo ciągle przybywały nowe książki i mogły być tam jeszcze jakieś, które by się nam spodobały. Nie że byłyśmy niezadowolone z tego co zdobyłyśmy. Byłyśmy bardzo szczęśliwe. Wyszłyśmy z targów i o 16:45 wracałyśmy już do Lublina.

Chyba nigdy nie widziałam aż tylu ludzi w jednym miejscu! Nawet w Warszawie było mniej. Momentami nie dało się przejść z jednego stoiska na drugie. Najgorzej było jak u jakiegoś wydawnictwa było podpisywanie. U niektórych były ładne kolejki, ale jak była Martyna Wojciechowska to ludzie dosłownie podchodzili do niej z każdej strony i nie dało się tamtędy przejść. Zdecydowanie te „uliczki” były za wąskie. Niestety rabaty także nie były jakieś duże. Empik miał -25% tak samo świat książki, Media Rodzina 20% i w innych tak samo było. U Prószyńskiego było -30%. Otwarte miało także fajne promocje -40%, a książki z serii moondrive były po 25zł. 
 
Było parę rzeczy, które nie były przemyślane, ale i tak bardzo dobrze wspominam te dwa dni. W końcu spędziłam je pośród książek! Już nie mogę się doczekać maja i targów w Warszawie!

Wiem, że się rozpisałam i to bardzo (tylko 1116 słów)! Mam nadzieję, że was nie zanudziłam, a jeśli tak to przepraszam! W środę powinien pojawić się targowy bookhaul. Ten post nie będzie aż taki długi. Obiecuję!

1 komentarz:

  1. Zazdroszczę pobytu na Targach. Gdy o nich czytam aż zazdrość mnie bierze :P

    OdpowiedzUsuń