3 stycznia 2017

42. Colleen Hoover - November 9

Tytuł: November 9
Autor: Colleen Hoover
Tłumacz: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
Seria: -
Strony: 320
Data Wydania: 9 listopada 2016
Opis:  LubimyCzytać

Poznali się 9 listopada i co roku, przez najbliższe pięć lat będą spotykać się tylko tego dnia. Ona wyjeżdża z LA do Nowego Jorku w poszukiwaniu pracy, on zostaje w LA i zamierza spisać ich historię. Wiedzieli, że to nie będzie proste, wiedzieli, że przez rok wiele może się zdarzyć, ale Fallon nie spodziewała się, że gdy w końcu przeczyta dzieło Bena dowie się takich rzeczy.

Colleen Hoover to moja ulubiona autorka. Uwielbiam jej styl i historie, które nam prezentuje. Jak tylko usłyszałam, że wydaje książkę pod tytułem „November 9”, wiedziałam, że muszę ją przeczytać, ale oczywiście trzeba było czekać na jej tłumaczenie. Na szczęście pojawiła się na naszym rynku i mogłam po nią sięgnąć. Nie żałuję ani jednej sekundy, którą spędziłam z tą książką. Historia jest bardzo oryginalna, bohaterowie są interesujący. Ma ona wszystko, czego oczekiwałam. W moim osobistym rankingu dzieł Colleen Hoover „November 9” znajduje się na 3 miejscu (na równi z „Nieprzekraczalną granicą”).
"Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym."
Colleen Hoover bardzo dokładnie dobiera tytuły swoich książek i muszę przyznać, że dzięki temu zyskuje w moich oczach. W tym przypadku wybrała go dopiero, po tym jak dowiedziała się kiedy będzie premiera książki. Dlatego nazywa „November 9”, a akcja dzieje się właśnie tego dnia. Dużym plusem jest pomysł na fabułę, to, że obserwujemy bohaterów przez kilka lat, ale mamy wgląd tylko w dziewiątego listopada, czyli w dzień kiedy się spotykali. To bardzo oryginalne i jeszcze w żadnej książce nie czytałam czegoś takiego. Wykonanie też jest bardzo dobre. To, że nie wiemy, co się dzieje z bohaterami przez resztę roku w niczym nie przeszkadza. Kilka najważniejszych informacji dostajemy od nich samych. Nie ma bezsensownego gadania, lania wody, pisania o rzeczach, które kompletnie nie mają znaczenia. Właśnie to mi się podoba w książkach Colleen Hoover, są konkretne. Oprócz tego autorka lubi igrać sobie z naszymi emocjami. Czytając „November 9” będziecie odczuwać radość, smutek, będziecie się śmiać, płakać. Podziwiam Colleen za to, że potrafi tworzyć takie powieści.

Muszę przyznać, że nie cierpię insta love w książkach, a uczucie między Fallon i Benem wydaje się trochę takie być, no nie do końca. Od samego początku coś między nimi zaczyna iskrzyć. Oni sami nie zachowują się jakby byli w sobie wielce zakochani. Określam ich uczucie insta love przez to, że po spędzeniu ze sobą tylko kilku godzin postanawiają spotykać się, co roku. Najważniejsze jest to, że mi ani trochę nie przeszkadzało to, co było między Fallon i Benem, ani jak szybko się to pojawiło między nimi. Nic nie było wymuszone i wszystko przebiegało naturalnie.

Kolejnym plusem książek Colleen są bohaterowie. Nie da się ich nie lubić. Może i są momenty, kiedy mnie denerwują, ale chyba nie ma na tym świecie osoby, czy to rzeczywistej czy fikcyjnej, która by mnie przynajmniej w najmniejszym stopniu nie irytowała. Fallon i Ben potrafią być uroczy, ale to nie znaczy, że są nudni, wręcz przeciwnie. Są bardzo interesujący, a dodatkowo ich przeszłość jest bardzo ciekawa. Na początku autorka przedstawia nam kilka faktów o niej, później po woli dowiadujemy się coraz więcej. Colleen nie śpieszy się z ujawnianiem tego i to uwielbiam w jej książkach. Musze przyznać, że kiedyś nie czytałam obyczajówek i romansów, bo nie myślałam, że mogłyby mnie w jakiś sposób zaskoczyć. Colleen zmieniła moje zdanie. Nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać. Wszystko ładnie się układa, później coś się psuje i jak już myślisz, że gorzej być nie może, nagle wyskakuje coś o wiele gorszego.

„November 9” to obowiązkowa lektura dla miłośników romansów i książek Colleen Hoover. Znajdziecie w niej wiele uroczych momentów, jak i tych tragicznych. Wzbudzi w was szczęście i smutek. A co najważniejsze spędzicie z nią miło czas. Jeżeli potrzebujecie książki, którą szybko się czyta to musicie sięgnąć po „November 9”. 

Moja ocena: 9/10 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję księgarni matras.pl
www.matras.pl

2 komentarze:

  1. "Może i są momenty, kiedy mnie denerwują, ale chyba nie ma na tym świecie osoby, czy to rzeczywistej czy fikcyjnej, która by mnie przynajmniej w najmniejszym stopniu nie irytowała." Płacze! Uwielbiam te zdanie! Uśmiałam się jak głupia :D
    A co do książki to sama chętnie bym po nią sięgnęła, brzmi ciekawie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam pojęcia co myśleć o twórczości Colleen Hoover, z jednej strony jest mistrzynią w swoim fachu, ponieważ "Ugly Love" oraz "Nieprzekraczalna Granica" były świetne, lecz po przeczytaniu "Hopeless" byłam rozczarowana jej przewidywalnością, Holderem który mnie irytował i pewną bohaterką, która miała na imię Sky i stoi na czele listy "Top 10 książkowych katastrof", Colleen Hoover może i przełamała schematy, lecz nie sprawiła że książka spodobała się każdemu bez wyjqi, bo takich książek nie ma. Po "November 9" sięgnę dopiero po przeczytaniu "Maybe Someday".
    Recenzja bardzo ciekawa, szybko i lekki się ją czyta :)
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń