4 lipca 2017

55. Emily Henry - Miłość, która przełamała świat

Tytuł: Miłość, która przełamała świat
Autor: Emily Henry
Tłumacz: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo: YA!
Seria: -
Strony: 400
Data Wydania: 14 czerwca 2017

Natalie kończy liceum. Ostatnie wakacje przed studiami spędza w rodzinnym domu. Zaczynają się dziać wokół niej dziwne rzeczy. Drzwi są innego koloru, przedszkole jest tam, gdzie zawsze był sklep ogrodniczy. A nawet całe miasto znika na kilka godzin. Natalie wie, że coś jest nie tak. Pewnego dnia pojawia się u niej kobieta, którą Natalie nazywa Babcią i mówi jej: „masz tylko trzy miesiące, aby go uratować”. Następnego dnia poznaje przystojnego chłopca o imieniu Beau.

Napisanie tej recenzji nie jest łatwe. Mam strasznie mieszane odczucia, co do tej książki. Czytało się ją szybko. Spędziłam z nią bardzo dobrze czas. Pomysł na tę historię jest bardzo fajny. Bohaterkę odwiedza pewna osoba, która mówi jej, że musi kogoś uratować. Zmieniające się otoczenie, znikające budynki czy ludzie. Na początku nie wiedziałam, o co chodzi. Czy bohaterka ma zaburzenia psychiczne czy autorka dodała fantastyczne elementy do tej książki? Nie byłam pewna, co jest prawdą. I bardzo mi się to podobało. Emily Henry namieszała mi w głowie i nic nie rozumiałam. Nie wiem czemu, ale lubię historie, w których nie wiem o co chodzi. Autorka buduje atmosferę zagadki, którą musimy rozwiązać razem z bohaterką.

Główna bohaterka nazywa się Natalie. Została adoptowana, gdy była małym dzieckiem. Ma kochającą rodzinę i przyjaciół. Właśnie kończy liceum i po wakacjach ma iść na studia. Natalie jest uparta i dąży do celu. Robi wszystko, by rozwiązać zagadkę, dowiedzieć się kim jest babcia i kogo ma uratować. Polubiłam ją i to bardzo. Ze wszystkich bohaterów najfajniejsza wydaje się być Megan, przyjaciółka Natalie. Wspiera ją, wierzy w jej opowieści, jest zabawna. Natomiast najmniej polubiłam Matta. Jego relacja z Nat była dziwna. Denerwował mnie jak nikt inny w tej książce. 

Autorka stworzyła pewnego rodzaju trójkąt miłosny, a ich ja mam już dość. Oprócz tego, główny romans, był strasznym insta love. Ledwo się poznali, a momentami było widać już uczucie między nimi. Zdecydowanie za szybko się to rozwinęło. O wiele bardziej podobałby mi się, gdyby najpierw się przyjaźnili. Wiem, że się trochę czepiam, szczególnie, że to jeden z głównych wątków, który napędza akcję, ale początek tego uczucia strasznie mnie denerwował. Dopiero pod koniec książki polubiłam ich jako parę.

Przez całą książkę autorka daje nam wskazówki, które mają pomóc nam w rozwiązaniu zagadki. Jestem z siebie dumna, że dwie rzeczy udało mi się samej odkryć. Resztę Emily Henry sprytnie ukryła przede mną. To mi się podobało. Nie lubię, gdy wszystko jest oczywiste. Jednak nie jestem w stu procentach zadowolona z wyjaśnienia, dlaczego babcia pojawiła się w życiu Natalie. Uważam, że czasem lepiej o czymś nie wiedzieć, no ale gdyby nie to, to nie mielibyśmy książki do czytania. Moje odczucia są skomplikowane. Końcówka książki mi się podobała, chociaż nie jestem pewna, czy zrozumiałam ostatnie strony.

„Miłość, która przełamała świat” to książka poruszająca także tematy, z którymi każdy z nas w pewnym momencie naszego życia się utożsamiał. Natalie musi poradzić sobie z tym, że kończy się pewien etap jej życia. Ukończyła liceum i niedługo wyjeżdża na studia. Będzie musiała rozstać się z przyjaciółmi, opuścić rodzinny dom. Obserwujemy jak próbuje sobie poradzić z tym wszystkim.

„Miłość, która przełamała świat” to ciekawa, wciągająca książka, z którą spędzicie dobrze czas. Czyta się ją szybko i przyjemnie. Jednakże miałam z nią kilka problemów, które opisałam wcześniej. To nie zmienia faktu, że cieszę się, iż ją przeczytałam i poznałam historię Natalie. Pokazuje jak ważna jest miłość i jak wiele potrafimy zrobić dla drugiej osoby.

Moja Ocena: 6,8/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu YA! 

8 komentarzy:

  1. Okładka mnie kiedyś zachęcała, ale jakoś nie ciągnie mnie do tej powieści ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w ogóle nie domyśliłam się zakończenia, nawet nie byłam blisko prawdy w swoich domysłach xd
    Dla mnie największą wadą tej książki jest jej opis na okładce, bo praktycznie w ogóle nie pokrywa się z tym, co dostajemy w środku

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  3. Już parę razy przewinęła mi się ta książka przed oczami, ale jakoś mnie nie ciągnęło, aby ją lepiej poznać. Jeszcze na początku Twojej recenzji byłam pewna, że nic mnie do niej nie przekona, ale już wspomnienie o tej tajemniczości powoli zmieniało moje nastawienie. Już raz spotkałam się z tego typu książką i ten zabieg pozytywnie mnie zaskoczył. Możliwe, że w przypadku tej powieści byłoby tak samo. Chyba że wątek miłosny przyprawiłby mnie o mdłości... ;)
    Pozdrawiam!
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka ma niesamowicie piękny tytuł. Ja jednak póki co będę trzymała się z dala od romansów!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję się bardzo zainteresowana i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo osób zachwyca się tą książką. Może i pomysł jest ciekawy, ale to kompletnie nie moja tematyka i nie jestem pewna, czy książka przypadłaby mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj nie!! Romans i to do tego bohaterowie od razu się w sobie zakochują i love forever?! Ech, nie cierpię takich wątkow miłosnych i do tego mówisz, że trójkąt... Zdecydowanie książka nie dla mnie!

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jednocześnie lubię i nie cierpię takich historii, w których nie wiem, o co chodzi xD Bo z jednej strony czuję się zaintrygowana, a z drugiej strasznie się wkurzam, że wszystko jest takie niejasne xD
    Och! Ja jestem właśnie osobą, która skończyła szkołę średnią i (prawdopodobnie) idzie na studia :( Ale do tej historii jednak mnie nie ciągnie xD Choć pomysł wydaje się wspaniały, odrzuca mnie zbyt szybko rozwinięty wątek miłosny! Wiem, jak to potrafi zepsuć całość i chyba nie mam ochoty się na to porywać; sprawdzać, czy i tutaj tak będzie. Ale może kiedyś sięgnę i przeczytam tę książkę, kto wie... :P

    OdpowiedzUsuń